[G book] | [past] | [links]]

 
nevermind that it was never there nowhere | 2009-07-23|01:49:52

matura poprawiona: 38 mat i 53 chemia (punkty i procenty to to samo) . trzeba pamiętać, że zdawałam to po raz pierwszy, oba rozszerzone, po 4 latach przerwy od nauki i tylko rok się uczyłam. więc jest nieźle. dostałam się na swoje wymarzone studia :] jestem w pierwszej dziesiątce przyjętych, bo wszyscy mają śmiesznie niskie wyniki :| jakbym dostała 0pkt z matmy to bym się dostała z palcem w pupie. w sumie wiedzialam, że się dostanę :p

 

spotkałam się z Łukaszem (tak, ten sprzed wieków z kolonii). nic się nie zmienił. pogadaliśmy, pospacerowaliśmy i to by było na tyle. no po za tym, że ma do mnie darmowy numer.

 

po openerze pojechałam do rodziców nad morze na kilka dni, żeby mieć chociaż chwilę wakacji. kemping koło plaży, Sztutowo - totalne zapupie pod Krynicą Morską. coś usłyszeliśmy z kuzynem od miejscowych, że oficjalne otwarcie imprez w namiocie Żywca będzie w piątek i jacyś dj-e w weekendy będą. nawet jakoś nie sprawdzałam, kto i kiedy, bo przecież nikogo nie będziemy znać. w pt rano sprawdziłam czy przypadkiem moi ulubieni dje z Trójmiasta, nie grają w Gdańsku. (a wszyscy moi znajomi śmieją, że się podkochuję w jednym) ale nie grali. na plaży usłyszałam coś pomiędzy ręcznikami "bez ksywy", jednak stwierdziłam, że się przesłyszałam, bo rano sprawdzałam ten klub w Gdańsku. popołudniem wracam autem całą rodziną z rybodajni (5 os w aucie) i widzę, że ktoś idzie i ciągle "walizkę". i na głos powiedziałam, co widziałam "dj bez ksywy!" cała rodzina w śmiech, bo to właśnie ten, co się na niego "lecę". jak go mijaliśmy 2. raz to ojciec zwolnił do chyba 5km/h i tak koło niego przejechaliśmy... pod kempingiem, dał mi auto i z kuzynem pojechaliśmy po niego i go podwieźliśmy do plaży. dziwił się właśnie, co jakiś samochód na warszawskich tak zwolnił koło niego :p 2 dni grał, troszkę poplotkowałam, pogadałam, bardzo sympatyczny. niezły przypadek, że akurat ja go trafiłam, bo mało bywalców z klubu go kojarzy, a on gra każdego weekendy w innym "mieście" w namiocie żywca, więc jak to znajomi mówią "przeznaczenie" :D

drugiego wieczoru mój kuzyn wyszedł za namiot w wiadomym celu i nagle cisza. ni światła ni muzyki. ktoś na cały głos: "nie dość, że bez ksywy to jeszcze bez prądu!" :D 
a w namiocie żywca za dnia jest napis: "prosimy nie włączać lodówki" (bo mają mało prądu), a nocą jak włączą lodówki, oświetlenie i jeszcze dja, to nie wolno frytkownicy, no a komuś się zachciało frytek i prąd padł :)

to tak, żeby raz nie było marudzenia, bo Łukasz mi ciągle wypomina mój tekst, co kiedyś na forum szkoły reklamy znałazł "największa maruda na forum i poza nim".

 

Santogold - You'll Find A Way (Switch and Sinden Remix)


| skomentuj (2)|


stadny outsider. | 2009-06-01|03:05:36
muszę się wygadać. i ważne na wstępie: nie ma tu nic o szukaniu miłości. dobrze się czuję sama - taka niezależna :]

ale zaczne od najważniejszego: poprawiałam maturę, bylo to straszne przeżycie, chyba już pogodziłam się sama ze sobą, teraz tylko czekanie na wyniki. do końca czerwca :|

powracając do tematu: wszystko się zaczęło od głupiej sytuacji: pani selekcjonerka w moim ulubionym klubie przestała mnie wpuszczać. mniejsza o większość, nikt nie wie o co chodzi i już mało mnie to obchodzi. ale najgorsze było to, że nagle poczułam jak piękny sen zmienia się w koszmar.

do tej pory czułam, że ze wszystkich stron otaczają mnie wspaniali ludzie, mam swoje miejsce na świecie i dzieje się wszystko po mojej myśli. a tego feralnego wieczoru, co nie przeszłam selekcji znajomi czekali w klubie, a mnie nie wpuszczono. i nie wyszli ze mną. nie poszli do drugiego klubu z czarną muzyką. koleżanka nie odbierała telefonu i nie odpisywała na smsa, dopiero jak "klubowi" znajomi szli to poprosiłam, żeby mi znajoma odpowiedziała w końcu czy idzie ze mną czy nie w drugie miejsce. ludzie na których polegałam od wielu miesięcy, zwierzałam im się z wielu rzeczy, oni mi też, pomagałam w sprawach sercowych całym swoim sercem. cóż, przyjaciół poznaje się w biedzie.

łańcuszek się zaczął. już traktuję ich tylko jako znajomości klubowe. ale powoli zacierał się kontakt z innymi znajomymi. cóż, łatwo to tłumaczyć szykowaniem się do matury. wspominam tylko o naprawdę dobrych znajomych: koleżanka w Lublinie, jedna w Białymstoku, a kolejna znazła faceta i od listopada frekwencja spotkań spadkowa. jeszcze jedna niestety przechodzi ewidentnie depresję i wiem, że ma ludziowstręt,a sama nie umiem się od matury pozbierać. samo to wydarzenie jest chyba jednym z najcięższych jakie miałam. umiejąc - spanikowałam! i poszło mi o wiele gorzej niż powinno. ale tak jak wszystko odkładałam do "po maturze" i czekałam na to wydarzenie, by odżyć - po maturze zamiast wstać zaczęłam kopać dołek. w tej chwili się czuję sama w tłumie. chodzę do klubu z ludźmi, na juwenalia sama chodziłam - 2x inni nie dotarli, a ost, trzeci koncert szłam z pełną świadomością, że idę sama i się zajebiście bawiłam. w niektórych sytuacjach lubię być sama. niby mam do kogo się zwrócić, kiedy będę potrzebować pomocy, ale ja potrzebuję jej już teraz, kiedy czuję, że będzie źle,a nie kiedy już będzie naprawdę ciężko. dni zaczynają mi się zlewać w jedno, telefon potrafię odłożyć na kilka dni do ładowania i nie otrzymam oznak życia od kogokolwiek, podobnie gg, grono czy inne takietam. nie chcę znów odliczać "byle do wyników", "byle do ogłoszenia listy przyjętych", "byle do studiów". szczególnie, że znów zaczynam układać w głowie kolejną listę rzeczy do zrobienia "po". szczególnie, że cichą nadzieję na znalezienie paczki ludzi, na których mogę polegać w sytacjach codziennych (niekoniecznie od razu kryzysowych) miałam od zawsze: w liceum, w szkole policealnej, na wizażu. teraz będę jak liczyć, że poznam znajomych w studiach. ale jak masz na kogoś liczyć, to licz na siebie. a ja potrzebuję ludzi na codzień. potrzebuję, żeby coś się działo.

bo ja jestem stadnym outsiderem.

| skomentuj (2)|


nocne poggaduszki | 2009-01-19|00:28:00
Ja 23:58:04
kiedys :D na razie chcę przestać myśleć o facetach.
Nameless 23:58:52
wmow sobie ze nie chcesz zadnego a juz na pewno nie na stale. dziala;p
Ja 23:59:06
to właśnie nei działa ;|
Ja 0:00:14
nie mam pojęcia co działało do niedawna, bo teraz czuję "parcie", a przecież jest mi zajebiście dobrze samej
Nameless 0:00:21
u mnie dzialalo. znaczy i tak czulam sie czesto chujowo samotnie, ale jak sobie nie wmawiasz ze to przez brak kogos to jest latwiej
Nameless 0:00:38
moze to chwillowe
Ja 0:02:19
wiesz, pewnie gdyby nie tak dokładne bycie przy wyrywaniu wszystkich znajomych :D no i ekstremalnie dokładne ich relacje prób umówienia się/wątpliwości czy napisać czy nie itd, to pewnie bym nie miała teraz tego nie wiem jakeigo uczucia

Ja 0:10:51
ej, jesteś już po takim czasie, że podchody zaczynają Cię śmieszyć
Nameless 0:11:13
ale mnie one zawsze smieszyly;D
Ja 0:11:28
ale teraz tym bardziej są neidorzeczne
Nameless 0:11:53
no sa niedorzeczne. ale niektorym ppoprawiaja samopoczucie
Nameless 0:12:22
tak w sumie ma to dzialac;p najpierw podchody potem dopiero cos wiecej. teoretycznie.;;
Ja 0:12:36
chciałabym bez podchodów.

Nameless 0:13:27
ja w sumie mialam bez nich xd
Ja 0:13:47
sprawdzić od razu czy się dogadujemy czy nei, jak nie to sorry, wyślę ci kilka linków od czasu do czasu i zapytam o coś jak będę od ciebie potrzebować.

Ja 0:14:03
a jak tak, to dawaj bawimy się w poważny związek :D


a oprócz tego: od jakiegoś czasu mam "sympatię". platoniczną. zajebiście śmiesznie jest jak kogoś się nie zna. brechtam się ciągle, że to powrót do gimnazjum. baaa,  podstawówki! cóż, do końca matur nie mam czasu na miłość, więc brak sympatii zaowocował platoniczną.
| skomentuj (1)|


Szczęście jest we mnie. | 2009-01-01|20:54:38
W 2008 ostatnia minuta roku trwa 61 sekund. Czyli się spełniło moje marzenie, by ten rok trwał jak najdłużej. Chociaż czasem miewałam gorszy humor, chociaż nie miałam czasu na wszystko i dla wszystkich, chociaż czasem dopada mnie stres, chociaż trygonometria i chemia organiczna to zło, chociaż moja wakacyjna sympatia nie wypaliła (ale motylków w brzuchu nie żałuję), to na pewno był mój rok. Trudno mi pisać o szczęściu "bez powodu". Tak na serio powodów było wiele. Otaczają mnie niesamowici ludzie, emanuję energią, pozytywnym nastawieniem i przyciągam do sibie wyjątkowe osoby. Dużo poimprezowałam. Przeżyłam najwspanialsze urodziny - 3 dni imprez i wszystkie w gronie najbliższych mi ludzi. Wakacje też były najlepsze jak dotąd.

Plany na 2009? Zachować to szczęście, które jest we mnie.
| skomentuj (0)|


I’m dancing and singin’ in the rain | 2008-07-22|02:27:34
I’m singing in the rain Just singin’ in the rain
What a glorious feeling
I’m happy again
I’m laughing at clouds
So dark up above
The sun’s in my heart
And I’m ready for love
Let the stormy clouds chase
Everyone from the place


czuję się zakochana, a nie mam żadnego obiektu westchnień (no dobra, oglądam się za każdym przystojnym facetem, ale nie wzdycham do nich :P ). jak na razie są to moje najlepsze wakacje w życiu: koncerty, imprezy, taniec, muzyka, nowi ludzie, starzy przyjaciele, smsy, gg, telefony, komiksy, książki, batman, samochody, ciuchy, makijaże, zdjęcia ... STOP. za dużo do wymieniania.

fotki tylko z roku 2008. (od lewej u góry) kwiecień, czerwiec, styczeń, czerwiec, marzec, (dół od lewej) luty, maj, maj, czerwiec, czerwiec. a lipiec? [tu] dla ciekawskich. o 4 rano po imprezie. o! wersja mini, może pełna się pojawi na gronowym profilu, a nie tak trudno mnie tam znaleźć ;)
| skomentuj (1)|


Los na loterii | 2008-04-01|01:05:23
Kiedy patrzę w lustro, na zdjęcia: widzę piękną, uśmiechniętą kobietę. Czuję się tak, więc chce uchwycić tą chwilę. Mówią, że najpiękniejszy uśmiech ma ten, kto wiele wycierpiał. To prawda. Przeżyłam wiele rzeczy, które nie powinny nikogo spotkać i nie żałuję, że tak się stało, bo bez tego nie byłabym tu gdzie jestem i kim jestem. A jest to jak na razie najszczęśliwszy moment w moim życiu.

Nie ukrywam, że się boję: za rok czeka mnie matura (rozszeżona!) z matmy i chemii, bo chciałabym jednak studiować dziennie. Muszę tylko i aż się przyłożyć.

Ogólnie to się trochę czuję, jakbym wygrała drugie życie jako los na loterii.

Siedząc w internecie mam do kogo zagadać, nie muszę się ukrywać, ludzie którym wysyłam linka go oglądają (bo kiedyś czytałam odpowiedź "nie chce mi się"), w szkole nie jestem sama, osoby, które mnie nie trawiły, mnie polubiły, a i mam do kogo smsy wysyłać. No i kolejne imprezy!

Czy czegoś mi brakuje do pełni szczęścia? Tak, ale to są tylko drobiazgi, dodatki, na które kiedyś nadejdzie pora. A kiedyś to ja będę dla kogoś tym losem na loterii.


PS. W święta odezwał się Łukasz! Prawie dokładnie 4 lata po urwaniu się kontaktu. Na początku bloga było długie love story. Miło mi się zrobiło. Jestem jednak dorosła i jedno wiem: nie wszystko się da wybaczyć, a miłość na odległość nie ma sensu.
| skomentuj (1)|


Play That Funky Music White Boy! | 2008-01-15|09:42:44
nadal żyję. i to ŻYJĘ pełnią życia! mogłoby być tak zawsze!

dziś znalazłam spodnie na wieszaku. wydawało mi się, że po raz pierwszy je widzę, sprawdzam, a one pasują. coś zaczyna mi świtać, że miałam takie spodnie. cóż, na pewno schudłam 10kg. o ile nie więcej! nawet stanik jest luźniejszy, ale to dobrze :p i bez tego wyzbyłabym się wszystkich kompleksów.

okazało się, że potrafię się dobrze bawić na domówce. nawet jak znam tylko kilka sztuk ludzi bawiących się. zawsze byłam przekonana, że to nie dla mnie, a tu takie miłe zaskoczenie. oczywiście pociąg do komputera i bawiłam się w DJ, takiego co też szaleje na parkiecie. usłyszałam, że jestem najlepszym DJ i mnie wyprzytulano :D takie drobne komplementy, a tak przyjemnie się robi.

nie spodziewałam się, że tak szybko mi przejdzie po rozstaniu. wszystko mi przeszło. myślałam, że to on potrzebuje odpocząć, wolności, zabawy, nowych ludzi, a że mi do szczęścia potrzeba tylko stałego związku. a tu na odwrót się ułożyło. czuję się wreszcie sobą. i to taką sobą, jaką zawsze chciałam być.

daft punk is playing at my house, my house


| skomentuj (4)|


 

desing by dis